powoli z mego ciała ulatuje dusza,
odłącza się, zostawia ziemskie opakowanie,
wzlatuje wysoko, w sentymentalnym geście
macha przeźroczystą ręką na pożegnanie..
wzlatuje do góry, to znów powoli opada,
widmowa sukienka tańczy
razem z monotonnym tchnieniem wiatru,
uśmiecha się zamyślona, trzepocze rzęsami.
Usiadła na skale, nieopodal domu,
wsłuchana w smutną nutę
wydobywająca się z fortepianu
nuci pieśń cichą o życiu tutaj.
Pozwoliła się ponieść sennym myślom,
obserwując obracane przez wiatr pióro,
wspomina każdy uśmiech, każdą łzę,
tchnienie pierwsze przy narodzinach,
dotyk ciepłej Jego skóry...
wpatrzona w zachodzące słońce,
roni kilka mglistych łez...
płacze na s dobą, nad światem,
łącząc dłonie w geście cichej modlitwy,
prosi o wytrwanie, o cień Anioła,
o Jego niewielką pomoc.
czy pamiętasz te szczęśliwe dni?
odziane letnim słońcem spacery,
schowane w deszczu łzy...?
oto wróciła dusza, łagodna, pokorna,
szepcze słowa spokojne do ucha,
wytrwale powtarza, żeby trwać...
w słońcu pełnym,
w deszczowe dni...













Comments
--
--
Previous PageNext Page